Dzieci nie chciały zabawek

   

Różne sytuacje widziałam u moich dzieciaków, ale to, co się wydarzyło dnia 20. 11. 2003 r. kiedy to trzydziesty drugi raz poszłam razem z Piotrem z zabawkami w ramach akcji "PAJACYK" na oddział neurologii dziecięcej w szpitalu im. Marciniaka przy ulicy Traugutta we Wrocławiu przeszło nasze oczekiwania.

Tydzień temu - w piątek dostałam od Pani Doktor silne lekarstwo na nerwicę, które spowodowało, że chodzę jak ogłupiała i rozluźniona. Najgorsze to jest to, że nie potrafię się w tej sytuacji odnaleźć i wszystko mi leci z rąk, a w głowie latają mi klepki. Wiem, że dla przeciętnego człowieka jest to trudne do zrozumienia, ale uwierzcie mi - czuję się kiepsko. Jeszcze na dodatek wszystkiego dowiedziałam się czegoś bardzo smutnego o Adzie, ale nie chcę o tym pisać. Wiem tylko jedno, że muszę o Nią dbać i się troszczyć, bo w tej chwili ma tylko mnie. Niejasna sytuacja Ady wpłynęła na mój kiepski nastrój i dlatego jak najszybciej chciałam porozmawiać o tym z Joasią psycholog. Ona potrafi mnie uspokoić i pobudzić do działania. Piotrek też się zmartwił i na oddział mimo pięknej, ciepłej, słonecznej pogody dotarliśmy w minorowych nastrojach, na co już nic nie poradzę.

Powiem szczerze, że było mi serdecznie obojętne, czy oddam zabawki, czy nie. Najważniejsze to to, że Piotrek ze mną rozmawia i jest serdeczny, bo tego teraz szczególnie potrzebuję. Będąc z Nim nie muszę się o nic martwić, bo On mi pomoże.

I tak było i dzisiaj. Nawet butów ochronnych nie musiał ubierać, bo już tu Go znają. Jeśli chodzi o dzieci, to było ich sporo, ale nie chciały ku naszemu zdziwieniu żadnych zabawek. Młodzież maskotki zlekceważyła, a maluchy były nieśmiałe. Za chwilę przyszła Joasia i zabrała trochę do poradni. Tam się przydadzą. O, jest i Kasia Wychowawczyni, której dałam drobny upominek imieninowy. Była nim mile zaskoczona i o to mi chodziło. Joasia psycholog poprosiła Piotra na rozmowę do swojego gabinetu, a ja malowałam z najmłodszymi dziewczynkami obrazki. Moje myśli uciekły jednak do Ady. Boże ile ja tu spędziłam z Nią czasu? Śnieg, mróz, zima, a ja twardo szłam do Niej, by sprawić małej radość. Pamiętam, jak miała ochotę na pierogi z baru, a że ja też byłam głodna - to bez słowa skargi podzieliła się nimi ze mną. Takich przyjemnych sytuacji mogę tu przytoczyć tysiące, ale już wrócił Piotrek i Joasia chcę jeszcze ze mną podyskutować.

Ze względu na to, że ma mało czasu - mówię szybko to, co mi leży na sercu, a Ona stara się mnie uspokoić. Pewnych spraw nie przeskoczymy, ale można je do pewnego stopnia złagodzić i to jest nasze zadanie. Proste? Nie bardzo, ale spróbuję. Będzie to dla mnie trudne, ale sądzę, że przez wszystko w życiu trzeba przejść i wierzę, iż pomogą mi w tym przyjaciele.

Wracając z oddziału wstąpiliśmy jeszcze do kościoła na krótką modlitwę, a w domu mimo rozluźnienia napiszę kolejny artykuł, aby na gorąco przekazać czytelnikowi to, co przeżyłam.

- Kasia -

Wrocław, dn. 20. 11. 2003 rok. .