Każdy z nas może zostać św. Mikołajem.

Tak brzmią słowa znanej piosenki, którą bardzo mi się podoba. Zawierają one głęboki sens i żałuję, że jest śpiewana tylko raz do roku. Nie wiem dlaczego, ale lubię grudzień, okres Świąt Bożego Narodzenia, bo wtedy jest jakoś inaczej. Miasto dekoruje ulice, wystawy, ludzie biegają po sklepach i szukają prezentów dla swoich najbliższych. Tak mówiąc między nami to cały rok jest dobry do tego, aby obdarowywać czymś inne bliskie nam osoby, dlatego ja też chodzę w każdy czwartek od czterech lat do swoich małych podopiecznych z oddziału neurologicznego w szpitalu im. Marciniaka przy ulicy Traugutta we Wrocławiu i rozdaję zabawki w ramach akcji "PAJACYK" .

Na dzisiaj - 04. 12. 2003r. przygotowałam z Mamą 30 paczek mikołajowych. Każda z nich zawierała cukierki, maskotkę, grę lub "Puzzle" Najgorzej, że nie wiedziałam ani ile będzie tych dzieci, ani w jakim wieku. Monika zorganizowała kolegę Tomka i Jego siostrę Agnieszkę, aby pomogli nam się zabrać z tymi paczkami. Bardzo nie lubię nowych osób, bo nigdy nie wiem co mnie czeka. Okazali się bardzo mili i sympatyczni. Tomek miał wystąpić w roli Mikołaja ubranego w czapkę i w brodę, którą z waty zrobiła moja kochana Mama. Oprócz niej mieliśmy jeszcze jedną czapkę pasującą idealnie do mojego czerwonego sweterka.

I tak oto wystrojeni po godzinie 14.00 wkroczyliśmy na oddział. Szczerze przyznam, że liczyłam na pomoc Kasi Wychowawczyni, albo Joasi psycholog i myślałam, że pomogą nam w rozdaniu tych paczek i jakoś to wszystko zorganizują, ale chyba doszły do wniosku, że sama sobie poradzę z tym zadaniem. Pokazały się tylko na chwilę i znikły. Mamy chodzić od pokoju do pokoju i pytać o grzeczne dzieci. No i cóż? Do roboty.

Na każdej sali spotykaliśmy się z życzliwością zarówno dzieci jak i Rodziców. Maluchy nie dowierzały, że te paczki są dla Nich. Staraliśmy się dobierać zabawki do wieku dziecka i po małych perypetiach chyba nam to się udało. Tak idąc od łóżka do łóżka myślę o mojej Adzie lezącej w szpitalu przy ul. Wiśniowej. Czym Jej można sprawić radość? Łzy mi się kręcą w oczach. Na dodatek przed chwilą poznałam trzyletnią Anię z Domu Dziecka spoza Wrocławia. Biedna dziewczynka - chora na padaczkę. Wzięłam Ją na kolana i już była moja. Monika pstryka zdjęcia. Na jednej sali poznałam dziesięcioletnią Olę z Jej Mamą. Są z Boguszyc koło Oleśnicy. Mała przeszła poważną operację, ale już jutro wychodzi. Ma w domu internet i wzięła mój adres. Może coś napisze? Cieszę się, bo tego się nie spodziewałam. Przez cały czas mam na kolanach Anię, która ściska w rączkach Mikołajka. Tak bym Ją wzięła ze sobą do domu. Najgorzej, że musimy już wracać i co mam zrobić z małą? Ubrałam Jej czerwoną czapkę (ma zdjęcie) i czytam Jej książeczkę. Tak się do mnie przytuliła.

Po cichutku wymykamy się z oddziału, aby nie płakała. Udało się. Myślę, że nie trzeba komentować tego wszystkiego, co tu napisałam. Przez całe, dzisiejsze popołudnie, mimo przeziębienia i kataru starałam się BYĆ SOBĄ i DAĆ Z SIEBIE WSZYSTKO. Szkoda tylko, że tego nie widziała Joasia psycholog, której dałam tylko w locie poprzedni artykuł.

W domu znalazłam się po 17. 00. z jakimś dziwnym niedosytem, że mogłam to wszystko lepiej zorganizować. Zawsze twierdzę, iż tak mało robię dla innych. Po pożegnaniu swoich dzielnych pomocników, za co Im bardzo dziękuję, coś jem i piszę artykuł, a tu dzwoni kochana Joasia i mówi, że spisałam się na medal. Okazuje się, że wszystko obserwowała z ukrycia i świetnie sobie poradziłam. O, jak mi te słowa były potrzebne. Uważam, że każdy z nas może zostać świętym Mikołajem, obdarowywać innych chociażby tylko uśmiechem i życzliwością, a to naprawdę tak mało kosztuje.

-Św. Mikołaj -

Wrocław, dn. 04. 12. 2003 rok. .