Walka o... człowieczeństawo

Pewnego dnia zadano mi pytanie: na jakie bariery architektoniczne jest narażony człowiek niepełnosprawny w naszym mieście? Z odpowiedzią na nie będę miała żadnego problemu, gdyż po prostu sama do tej grupy ludzi należę.

Od urodzenia jestem chora na dziecięce porażenie mózgowe i poruszam się tylko i wyłącznie za pomocą wózka inwalidzkiego. Ludzie zdrowi nie zdają sobie sprawy z tego co to znaczy. Aby to lepiej zobrazować posłużę się przykładem wziętym prosto z życia.

Któregoś dnia chciałam z koleżanką obejrzeć Skarb Średzki, który znajdował się we wrocławskim Muzeum Narodowym. Pełna optymizmu podjechałam wózkiem pod kamienne, wysokie, strome schody. I tu zadałyśmy sobie proste pytanie: jak się dostać do środka?

Z "miłą" odpowiedzią pośpieszyła nam jedna z pracowniczek tej instytucji kulturalnej. Dowiedziałam się, że winda znajdująca się w środku budynku jest czynna tylko do godziny 15.00 i jest przeznaczona wyłącznie dla pracowników. Poza tym jakbym nawet pokonała te schody, to Pani i tak mnie tam nie wpuści, bo kółkami od wózka wybrudzę posadzkę.

Z takimi sytuacjami jaką tu opisałam, my ludzie niepełnosprawni spotykamy się niestety każdego dnia. Czy to nie jest upokarzanie człowieka przez drugiego człowieka? Czy tak wiele potrzeba, aby w miarę naszych możliwości po prostu zauważyć tą "inną" osobę i podać jej pomocną dłoń?

Apeluję więc do każdego kto mnie słyszy: dążmy wszyscy razem do likwidowania barier architektonicznych i psychologicznych, gdyż ludzie niepełnosprawni byli, są i będą wśród nas.

- Kasia -

Wrocław, dn. 14. 10. 2000 r.