Czy wiesz, że byś była dobrą Matką?

Ostatnio przeżywam jakiś kryzys i czuję jak rozsypana, dziecinna układanka. Najgorsze jest to, że brakuje w niej kilku, a może kilkunastu klocków, których nie potrafię sama pozbierać do kupy i wstawić w odpowiednie miejsce. Wszystko mnie denerwuje, nic nie wychodzi, nie mogę zrobić tego, co bym chciała. Jednym słowem powstał jeden, wielki chaos w moim wnętrzu.

Na całe szczęście czuwa nade mną kochana Pani Doktor i Pani Joanna - psycholog z oddziału neurologicznego w szpitalu im. Marciniaka w naszym piastowskim Wrocławiu. Przyznam, że obie mają do mnie anielską cierpliwość i niejeden raz podały mi pomocną dłoń.

Ostatnio jak wróciłam od mojej Ady z Domu Dziecka w Cieplicach, to zaraz podzieliłam się z Joasią wrażeniami. Długo wtedy ze mną rozmawiała i powiedziała takie zdanie: "Czy wiesz, że byś była dobrą Matką?".

Zastanowiło mnie to i postanowiłam nad tym pomyśleć. Jakby wyglądało moje życie, gdybym była zdrowa? Przyznam się szczerze, że nie bardzo widzę siebie w tej sytuacji, ale sądzę, iż moje drogi potoczyły by się zupełnie inaczej. Obserwując dzisiejsze, zwariowane warunki, w których przyszło nam żyć, na pewno bym była zaganiana, zapracowana - jak wiele kobiet w Polsce. Dom, dzieci, strach o stratę pracy. Nic dodać, nic ująć..

Z pewnością bym kochała swoje dziecko i starała się je jak najlepiej wychować, ale jest kolosalna różnica mieć dziecko zdrowe, które potrzebuje nas - Rodziców do pewnego momentu swojego życia, a sprawować pieczę nad osobą chorą - pokrzywdzoną przez los. Ona zawsze była, jest i będzie od nas zależna, bez względu na swój wiek. Codzienna gimnastyka, leczenie, operacje, szkoła i nauka - to jest całokształt obowiązków, przez który wraz ze swoją pociechą musimy przejść, aby ją jakoś odpowiednio przygotować do życia. I tu pojawia się następne pytanie, które nas dręczy: "co się stanie jak nas zabraknie?"

Najczęściej odpowiedź na nie jest okrutna, ale prawdziwa : nasza chora, wychuchana latorośl trafi do zakładu i tam spędzi resztę życia. Można też pójść na łatwiznę i oddać dziecko od razu po urodzeniu, czego bym nigdy nie zrobiła.

Wracając do stwierdzenia, że "byś była dobrą Matką" chcę tu powiedzieć, że takie właśnie, a nie inne cechy charakteru wytworzyła we mnie chyba moja choroba. Mam dużo czasu (nieraz stanowczo za wiele) na rozmyślanie, na obserwowanie ludzi, potrafię wczuć się w cierpienie chorego dziecka. Dlatego też cieszę się, że mogę pomagać małym istotkom, ale jest to chyba tylko realne w tej sytuacji, w jakiej się znajduję. Wątpię bowiem czy jako zdrowa, normalna kobieta odkryła bym w sobie takie dość oryginalne powołanie, bo chyba tego wszystkiego co robię dla chorych dzieci nie można inaczej nazwać. Po prostu taka już jestem i bardzo się z tego cieszę. Dziękuję z całego serca wszystkim osobom, które odkryły we mnie ten "promyk słońca ", oświetlający drogę mojego życia.

- Kasia -

Wrocław, dn. 24. 10. 2002 r.