Samotność wśród ludzi - najgorsza rzecz.

Od ponad dwóch lat w świetlicy terapeutycznej "TERMOS" mieszczącej się przy ulicy Stawowej 1 a. we Wrocławiu dużo się zmieniło. Przybyło trochę nowej młodzieży, zmienili się wychowawcy. Zajęcia przez Nich prowadzone są o wiele ciekawsze jak dawniej. Oprócz mnie nie ma tam drugiej osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim, co ułatwia pracę naszym opiekunom. Można gdzieś wyjść, podjechać autobusem, czy tramwajem, brać udział w różnych zawodach, lub w imprezach organizowanych w naszym mieście dla osób sprawnych inaczej. Jest to bardzo przyjemne zbierać laury, puchary, dyplomy, być chwalonym i wiedzieć, że coś się naprawdę osiągnęło pokonując tym własną niepełnosprawność.

Niestety ja nigdy tego w tej grupie nie doświadczyłam. Nikt mi nigdy z prowadzących osób nie powiedział, że coś jest we mnie cennego, wartościowego, co można by było pielęgnować czy rozwijać. Nawet Pani od muzykoterapii pewnego dnia zgromadziła młodzież wokół pianina i śpiewała różne wesołe piosenki, a ja siedziałam przy stole odwrócona tyłem. Wiem, że mogłam się odezwać i poprosić o przyłączenie do grupy, ale doszłam do wniosku, że sytuacja ta była tak oczywista, iż nie trzeba było nic mówić.

Nie chcę tu nikogo ganić ani osądzać, bo to nie o to chodzi, ale powiem tylko, że samotność wśród ludzi jest najgorszą rzeczą na świecie. O wiele jednak gorszą i bardziej dotkliwszą dla człowieka niepełnosprawnego jest samotność wśród ludzi takich jak on. Nie każdy z nas musi być wirtuozem, ale o ile weselsze było by nasze życie jakby się w gromadzie, przy akompaniamencie pianina zaśpiewało jedną z harcerskich piosenek. Uwierzcie mi, że ludzie na wózkach też mogą coś fajnego wnieść do takiego wspólnego śpiewania. Przekonajcie się o tym sami, a na pewno nie pożałujecie.

- Kasia -

Wrocław, dn. 6. VI 2001 r.