|
Nie potrafię pisać książek, ale chciałabym podzielić się
kilkoma refleksjami na temat swojego życia. Być może ktoś kiedyś
znajdzie przypadkowo te notatki i ujrzą one światło dzienne, a tym
samym odkryje się wnętrze osoby, która od urodzenia bez
przerwy o coś walczyła...
Urodziłam się dnia 19. 06. 1962r. we Wrocławiu. Niestety
poród był niefortunny i moim ciałem zawładnęła choroba -
dziecięce porażenie mózgowe, która na całe życie
przykuła mnie do wózka inwalidzkiego. Jako dziecko nie
zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie czeka w przyszłości, gdyż
kochający Rodzice starali się wszystkimi sposobami niwelować moje
kalectwo i przybliżali mi świat jak się tylko dało. Mama zwolniła się z
pracy po to, aby mnie wychować. Przez długie lata pomagała mi dzielnie
w prostych rzeczach, które dla mnie były problemem.
Szkoła, odrabianie lekcji, rehabilitacja - to są rzeczy,
które wzięła na swoje barki. Tato natomiast pracował ciężko
na dom i dbał o to, aby niczego w nim nie zabrakło...
Mijały lata. Mała Kasia krążyła pomiędzy sanatoriami,
stołami operacyjnymi i lekarzami z całej Polski, którzy
twierdzili, że będę chodzić. To ich stwierdzenie trzymało moich
Rodziców przy życiu i wlewało w Ich serca iskierkę nadziei,
że nie wszystko stracone. Otaczali mnie wtedy różni ludzie
źli i dobrzy. Pamiętam, jak niechętnie wyjeżdżałam z domu, gdzie było
mi najlepiej, gdyż tylko tam miałam stworzone warunki, w
których potrafiłam egzystować. Co tu dużo mówić -
zostałam wychowana pod kloszem, jak młoda, delikatna roślinka, za co
mogę tylko moim Rodzicom podziękować. Miało to jednak i złe strony, o
czym przekonałam się kilkanaście lat później...
W miarę dorastania moi rówieśnicy zaczęli
mieć swoje sprawy i problemy, a sposób ich życia odbiegał
zupełnie od mojego. Nie mogłam znaleźć dla siebie
przyjaciół, z którymi bym się podzieliła
problemami i kłopotami. Ze względu na chorobę zawsze byłam "tą inną",
tą pogardzaną przez społeczeństwo, tą, nic nie czuje. Nikt nie zadał
sobie
trudu, aby wgłębić się w moją psychikę, która była
skomplikowana. Lepiej więc omijać taką dziwną osobę, bo a nuż
potrzebowałaby naszej pomocy, przyjaźni, miłości...
Jednak po jakimś czasie los się do mnie uśmiechnął i
znalazłam to, czego szukałam. Od jedenastu lat, a więc od 2. II. 2001r.
chodzę na oddział neurologii dziecięcej z zabawkami do szpitala im.
Marciniaka przy ulicy Traugutta we Wrocławiu. Sprawia mi to dużo
radości.
- KASIA OWSIAK-
|