Bal karnawałowy na sto parJeśli ktoś czyta moje felietony na stronie www.eleos.religia.net (kliknij Felietony Katarzyny) to wie, że długo się do niego szykowałam. Rok temu byłam na nim jako singielka , a pomagał mi przy piciu i jedzeniu kolega który ze względu na chorą nogę nie mógł tańczyć. Było mi Go żal. Odtańczyłam tradycyjnego "Poloneza" na swoim wózku akumulatorowym, a potem kręciłam się na parkiecie wśród roześmianych par. W tym roku los się do mnie uśmiechnął, bo dnia 11 lutego zaprosiłam na niego swoich przyjaciół - Agnieszkę i Marcina, dzięki czemu nie czułam się już samotna. W dodatku tak się fajnie złożyło, że w tym dniu minął rok jak się poznaliśmy. Stanowiło to więc idealną okazję aby uczcić ten fakt w Światowym Dniu Chorego. Pogoda tylko nie była dla nas łaskawa, bo silny, dwucyfrowy mróz nadal trzymał i nie zamierzał odpuścić. Mimo to udało nam się jakoś szczęśliwie dotrzeć na miejsce, z czego się bardzo cieszę. Wytańczyłam się za wszystkie czasy i teraz 16. 02. 2012 roku mam co wspominać w czasie siódmej wizyty "PAJACYKA" na oddziale neurologii dziecięcej w szpitalu im. Marciniaka przy rozkopanej ulicy Traugutta we Wrocławiu. Oprócz tego dzisiaj jest też Tłusty Czwartek, a więc słodziutkie pączki i faworki mają powodzenie. Poza niezawodną Mamą i Jankiem, którzy zawsze mi towarzyszą, dzisiaj przyszła też tutaj moja koleżanka Asia. Droga była trochę trudna, bo od paru dni mamy odwilż i zero stopni, ale za to zasypało nas śniegiem dokumentnie. Na rzekach lodołamacze kruszą grubą krę i pojawiło się duże zagrożenie powodziowe. Zanim dotarliśmy na miejsce po zaśnieżonych ulicach i skwerkach, to wyglądałam jak bałwanek. Skorzystałam z tego pierwszego w mieście śniegu i pstryknęłam kilka zdjęć.
Wjeżdżając windą na trzecie piętro spotkałam Wiolę Wychowawczynię i dziękuję Jej za fryzurę na bal. Czekając tradycyjnie na obiad, pokazuję wszystkim Paniom fotki z balu. Cieszą się, że tak miło spędziłam czas. Poskarżyłam się też na ból prawej pięty i chwalę się, że zaczęłam bitwę o nowe buty ortopedyczne. Papierki, pieczątki, lekarze. Trzeba mieć zdrowie konia aby to wszystko przejść. Dobrze, na razie Joasia psycholog szepnęła mi do ucha, że jest ze mnie dumna, przyczepiłam z Panią sprzątaczką jedynkę na plakacie i przywieźli obiad. Rozłożone zabawki i pączki ładnie się reprezentowały czego nie omieszkałam uwiecznić.
Dzieciaki, których było sporo - chętnie brały i dziękowały. Na chwilkę poszłam do Joasi podzielić się przeżyciami z balu i łzy mi się zakręciły w oczach. Dowiedziałam się bowiem, że moja książka jest już gotowa w drukarni. Jedenaście lat na to czekałam, a teraz jestem już autorką. Strach mnie obleciał. Czy ja na to wszystko zasługuję? Uciekamy stąd !
|