|
|
Wieje i leje, a nasze ferie zbliżają się ku
końcowi
Mam serdecznie dosyć tych styczniowych wichur i anomalii
pogodowych. Kiedy tylko spojrzę za okno to leje równo, a silny wiat urywa
głowę. W dodatku śniegu ani śladu. Za tym ostatnim tak bardzo nie tęsknię,
bo jak nas zasypie, to znowu nie wyjdę z domu. Mocnego wiatru też nie lubię
z jednego prozaicznego powodu. Nie potrafię wtedy oddychać i duszę się.
Nie zapomnę do końca życia jak kilka lat temu koleżanka z Kozanowa
(dzielnica Wrocławia) właśnie w taką pogodę wzięła mnie do siebie. Tuż
przy domu nie mogłam złapać powietrza i myślałam, że to już koniec. Na
szczęście szedł mój sąsiad i obrócił wózek w drugą stronę. Utkwiło mi to tak
w pamięci, że do dzisiaj mam uraz i staram się uważać. Nie zawsze jednak
nie można nie wychodzić z domu i człowiek myśli: a dzisiaj mi się uda...
I udało się dnia 24 stycznia zrobić usg piersi oraz jamy brzusznej i
pojechać samochodem ze wszystkimi dobrymi wynikami (z czego się bardzo
cieszę) do kontroli onkologicznej w szpitalu przy ulicy Kamieńskiego. W
poczekalni jak zwykle było ciemno od ludzi, ale przyjęto mnie poza kolejką.
Zostałam osłuchana i zobligowana do dalszego brania leku. Można więc
spokojnie wrócić do codziennego życia i obowiązków.
Za dwa dni - 26.01. 2012 roku pogoda okazała się łaskawsza , bo
przestało wiać, a przy lekkim mrozie wyszło słońce. Stale mam problem ze
zejściem po schodach, ale ostatnio pomaga mi taka fajna, młoda Alicja z
duszpasterstwa, za co jestem Jej wdzięczna. I to Ona kupiła mi tą upatrzoną
sukienkę na bal.
Droga do szpitala im. Marciniaka przy ulicy Traugutta we Wrocławiu
okazała się lepsza niż tydzień temu, gdyż już znamy z Jankiem wszystkie
rozkopy i wyboje. Dzięki temu "PAJACYK" z Mamą szczęśliwie dotarł
czwarty raz do swoich podopiecznych. Zanim zaczęłam rozdawać z Joasią
zabawki i słodycze, to musiałam pozałatwiać z personelem kilka spraw.
Pochwaliłam się Doktor Ujmie dobrymi wynikami badań, dowiedziałam się,
że moja książka jest już w druku, a Joanna psycholog zastanawia się jak
można uczesać moje włosy na zabawę? Za tydzień - 02 lutego minie 11 lat
jak tu przychodzę i wtedy ją ubiorę. Nie wiem kiedy to przeleciało, ale nie
mam teraz czasu o tym myśleć, bo już obiad przywieźli i trzeba iść rozkładać
karnawałowe maskotki. Nie chwalę się, ale ładnie się one reprezentowały i
dzieciaki prawie wszystkie wzięły. Słodycze i balony też szybciutko znalazły
właściciela. Chwilę rozmawiamy z Panią Lidką i odebrał nas Janek, z którym
poszłyśmy na dobry obiad do baru. Tam też miałam okazję rozgrzać się, bo
zmarzłam w ręce i nogi. Podobno nadchodzi zima. Oby się prognozy nie
sprawdziły.
| Wrocław, dn. 26 stycznia 2012 roku
|
|
|